Prof. Stephen J O’Keefe, gastroenterolog z Uniwersytetu w Pittsburgu, postanowił wrócić do hipotezy wysnutej 50 lat temu przez słynnego brytyjskiego chirurga Dennisa Burkitta: za choroby przewlekłe zachodniej cywilizacji odpowiada niedostatek błonnika w diecie. 

Hipotezę tę prof. O’Keefe omawia szczegółowo nie byle gdzie, bo na łamach „Lancet Gastroenterology and Hepatology”, a sam autor nie jest wyłącznie gastroenterologiem, zajmuje się również naukowo bakteriami jelitowymi w ramach Instytutu Mikrobiomu Afrykańskiego na Uniwersytecie Stellenbosch w RPA. 

Burkitt od czasu II wojny światowej pracował w Afryce, a jego najsłynniejszym odkryciem jest opisanie specyficznego nowotworu wywodzącego się z węzłów chłonnych. Występuje on u dzieci na całym świecie i jest skutkiem zakażenia wirusem Epsteina-Barr (EBV); został nazwany chłoniakiem Burkitta.

Pracując w Afryce miał Burkitt możliwość zaobserwowania ogromnych różnic w diecie społeczeństw zachodnich i mieszkańców Afryki. Wydał światowy bestseller „Don’t Forget Fibre in your Diet” (Nie zapomnij o błonniku w diecie), w którym dowodził, że za epidemie miażdżycy, astmy, żylaków, cukrzycy, przepuklin i uchyłków jelit odpowiada niedostatek błonnika w diecie krajów wysoce rozwiniętych.

Dziś Wikipedia podaje, że hipoteza ta nie znalazła potwierdzenia w badaniach naukowych, co jest niestety najlepszym dowodem, by nie ufać encyklopedii pisanej przez amatorów. Mamy bowiem liczne badania epidemiologiczne i metaanalizy potwierdzające, że niedobór błonnika zwiększa ryzyko raka jelita grubego (i innych nowotworów), a także ryzyko przedwczesnej śmierci z powodu chorób układu krążenia, cukrzycy, układu oddechowego i in. Wiemy też, że za działanie błonnika przynajmniej w części odpowiadają jego właściwości prebiotyczne, tj. odżywianie tych bakterii jelitowych, które są kluczowe dla naszego zdrowia i „odwdzięczają się”, produkując drobnocząsteczkowe substancje, które działają i miejscowo, i ogólnie po przedostaniu się do krwi. Należą do nich m.in. krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (masłowy, propionowy) – wygaszają reakcje zapalne, powstrzymują układ odpornościowy przed niepotrzebną, nadmierną aktywacją, zapobiegają rozwojowi nowotworów, wpływają na czynność mózgu, włączają i wyłączają różnorakie geny i prawdopodobnie mają liczne nieodkryte jeszcze działania.

Ale to nie są jedyne mechanizmy wpływu błonnika. Reguluje bowiem błonnik perystaltykę jelit, przyspiesza tranzyt jelitowy, przez co ewentualne substancje rakotwórcze krócej przebywają w naszym wnętrzu. Ułatwia też defekację, co sprawia, że nie potrzebujemy zwiększać ciśnienia w jamie brzusznej, co wg hipotezy Burkitta może stać za ochroną przed przepuklinami, uchyłkami a nawet żylakami (zwiększone ciśnienie w jamie brzusznej utrudnia powrót krwi żylnej z nóg).

Burkitt na podstawie własnych obserwacji zalecał, by zawartość błonnika w diecie wynosiła 50 g dziennie! To olbrzymia ilość, co najmniej trzykrotnie przekraczająca dzisiejszą średnią i mocno ponad oficjalne rekomendacje (jedynie w Holandii zaleca się zbliżone ilości, tj. 45 g na dobę). Jest to ważne, ponieważ wiele badań klinicznych zaprojektowanych w celu oceny, czy suplementacja błonnika pomaga zapobiegać lub nawet leczyć konkretne choroby, uwzględnia w projekcie bardzo małe dawki, rzędu 10 mg dziennie, co jest wg autora zbyt małą dawką, by mogło wywrzeć zauważalny impakt zdrowotny. W Ugandzie i Tanzanii tymczasem zawartość błonnika w codziennej diecie sięga 100 mg!

Gdzie zatem leżą potencjalne zastosowania błonnika, oczywiście w dużej dawce? Jest ich mnóstwo: alergie, astma, cukrzyca, nowotwory, choroby serca i naczyń, demencja, otyłość, choroby przewodu pokarmowego… liczne badania epidemiologiczne wskazują, że im więcej spożywamy błonnika, tym lepiej. Jeśli zaś próbujemy suplementować błonnik z uwagi na trudność przestrzegania diety bogatobłonnikowej, niewiele to da, jeśli dawki nie będą odpowiednio duże – zwraca uwagę autor. Dieta roślinna z proponowanym przez Burkitta dążeniem do 50 g błonnika dziennie i mocnym ograniczeniem cukrów prostych (słodycze, powszechnie dodawany dziś do żywności syrop glukozowo-fruktozowy!) wydaje się rozsądnym pomysłem.

Osoby z chorobą zapalnej jelit niech tylko pamiętają, że u nich w okresie zaostrzenia choroby nie jest wskazany błonnik nierozpuszczalny, będzie bowiem drażnił uszkodzoną błonę śluzową jelit – w tej sytuacji lepiej go zastąpić błonnikiem rozpuszczalnym.

Na podstawie

Lancet Gastroenterol Hepatol. 2019 Dec;4(12):984-996. The association between dietary fibre deficiency and high-income lifestyle-associated diseases: Burkitt’s hypothesis revisited. O’Keefe SJ.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s